Oleśnickie bidy na drodze do szczęścia

Odratowany podopieczny Fundacji Oleśnickie Bidy (źródło: Oleśnickie Bidy)

5 maja 2020

Mają prosty cel: chcą, aby każda bida znalazła dom, w którym zazna miłości i szczęścia. Ale zanim to się wydarzy, robią wszystko, aby odpowiednio przygotować ją do nowego życia.

Podczas kampanii świątecznej* klienci sklepu zooplus przekazali ogromną sumę, 130 tysięcy złotych, 16 organizacjom działającym na rzecz zwierząt w Polsce. Jedną z nich była Fundacja na rzecz bezdomnych i skrzywdzonych zwierząt Oleśnickie Bidy z Dolnego Śląska. Jak wygląda praca w organizacji, kim są ludzie, którzy pod szyldem fundacji pomagają zwierzętom i jak wykorzystany został prezent od klientów zooplus? O tym opowiada Anna Dudek, przedstawicielka fundacji.

Dzień dobry, pani Anno. Czy na początku mogłaby wprowadzić Pani czytelników w temat i powiedzieć coś o początkach fundacji Oleśnickie Bidy?

Nasze początki sięgają 2015 roku. Na przełomie marca i kwietnia uratowane zostały pierwsze psy. Wówczas mieliśmy status stowarzyszenia, a nasza działalność opierała się na aktywności dwóch osób oraz domach tymczasowych. W styczniu 2016 roku uzyskaliśmy status fundacji o nazwie „Fundacja na rzecz bezdomnych i skrzywdzonych zwierząt Oleśnickie Bidy”. Jesteśmy organizacją wpisaną do Krajowego Rejestru Sądowego. Posiadamy także status Organizacji Pożytku Publicznego, co obliguje nas do upubliczniania sprawozdania merytorycznego oraz finansowego z działalności fundacji za każdy rok kalendarzowy.

Dużo zmieniło się przez te pięć lat od uratowania pierwszych psów?

Udało się nam stworzyć miejsce, zwane azylem, w którym przebywają podopieczni fundacji. Posiadamy kilkanaście kojców z wybiegami dla psów oraz kociarnię z wolierą dla kotów. Dziś nasza codzienność to opieka nad rezydentami azylu: spacery z psami, sprzątanie kojców i boksów w kociarni, wymiana karmy i wody, pielęgnacja zwierząt – czesanie, zabawa, głaskanie… Te czynności uskuteczniamy dwa razy dziennie: rano i późnym popołudniem.

Ale to chyba nie wszystko?

Nie, zajmujemy się też interwencjami, a więc reagujemy w terenie na zgłoszenia dotyczące złego traktowania zwierząt. Naszą codziennością są również wizyty u weterynarzy, zarówno profilaktyczne w przypadku nowych zwierząt, jak i w celach leczniczych, często ratujące życie. Są sytuacje, kiedy każdego dnia trzeba jechać na kroplówkę czy zastrzyk – i to robimy. Są sytuacje, kiedy bez względu na porę trzeba na szybko pojechać do weterynarza, często jest konieczność wyjazdu do Wrocławia – i to też robimy.

Zajmujecie się głównie psami i kotami?

To są nasi najczęstsi podopieczni. Jednak zdarza się, że poza psami i kotami goszczą u nas inne zwierzęta, na przykład indyk, który wypadł z transportu, króliki dzikie i gospodarskie.

Doszły nas też słuchy o pomocy, jaką udzielacie zwierzętom ze schroniska w Radysach…

Tak, od niemal dwóch lat pomagamy w adopcji psów z tamtego schroniska. Przejmujemy psiaki z Radys, zapewniamy im miejsce w naszym azylu, opiekę weterynaryjną oraz pomoc behawioralną. W zasadzie każdy z przyjeżdżających psów ma za sobą kilkuletni pobyt w tym schronisku. Pomagamy im wyjść emocjonalnie na prostą, pomagamy w zaufaniu człowiekowi, w odbudowaniu wiary w człowieka. To podstawa do znalezienia nowego domu. W ogóle duży nacisk kładziemy na pracę ze wszystkimi naszymi zwierzętami, by pomóc im w procesie socjalizacji. Mamy psy o bardziej lub mniej skomplikowanych osobowościach. Każdy pies zostaje „zdiagnozowany” i są z nim przepracowywane jego problemy. Bardzo zależy nam, by wszyscy nasi podopieczni mieli szanse na skuteczną adopcję. W miarę naszych możliwości pomagamy nowym właścicielom w problemach adaptacyjnych naszych podopiecznych – mam tu na myśli pomoc behawioralną.

To pewnie często ogromne wsparcie i pomoc dla nowych opiekunów.

Naprawdę robimy, co możemy. Pomagamy też opiekunom, którzy są w wyjątkowo trudnej sytuacji materialnej – w utrzymaniu i leczeniu zwierząt. Wspieramy w opiece weterynaryjnej osoby starsze, które z racji wieku nie są w stanie dotrzeć do weterynarza. I wspomagamy tak zwanych karmicieli kotów środowiskowych – zaopatrujemy w karmę, pomagamy przy zabiegach sterylizacyjnych i tak dalej. Za chwile ruszy też nasz nowy projekt: KaiZEnDog, dedykowany wolontariuszom organizacji pro-zwierzęcych z całej Polski. Będzie rodzajem przewodnika pokazującego, co można zrobić z psem w warunkach schroniskowych, aby poprawić jego dobrostan i zapewnić lepsze samopoczucie.

Dużo pięknych inicjatyw! Co w tym wszystkim dla Was, działaczy jest najtrudniejsze?

Największym wyzwaniem w naszej pracy jest zapewnianie dobra każdemu zwierzęciu. Nasz obowiązek to uchronić je przed bezdomnością czy okrucieństwem człowieka. To bardzo trudne zadanie, gdyż często nie znamy przeszłości zwierząt, które do nas trafiają. Nie mamy świadomości, co przeszły, jak żyły i jakie złe lub dobre doświadczenia mają za sobą.

Czy zawsze udaje się im pomóc?

Każdy nasz podopieczny dostaje u nas przygotowanie do nowego życia. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by ten nowy dom był miejscem, w którym nasza bida zazna miłości, szczęścia. Jednak nie zawsze nasza praca przynosi oczekiwane rezultaty. Zdarza się, że zwierzęta wracają z adopcji. Serce nam pęka, kiedy wprowadzamy psa ponownie do zimnego kojca, czy kota do zamkniętej przestrzeni w kociarni.

To bardzo smutne. Domyślam się, że macie wiele takich przejmujących historii ze zwierzakami w roli głównej?

Takich historii mamy mnóstwo. Każdy z nas ma swoją miłość psią czy kocią w sercu, nie sposób, aby była tylko jedna. Ja osobiście szczególne emocje żywiłam do psiaka Oksa. Jego historia poruszyła mnie do głębi serca. Odbierałam go interwencyjnie w stanie opłakanym, Oks miał nowotwór przy odbycie, otwarta rana. Pierwsze wizyty weterynaryjne, onkologiczne, odbywał ze mną. Widziałam strach w jego oczkach, niepewność i ból. Oks ostał się na azylu do ostatnich swoich dni. Niestety taka choroba i wiek psa nie rokowały na adopcję. No i niestety nie dostrzegł go żaden człowiek i nie obdarzył na stare, schorowane lata miłością i bezpieczeństwem w zaciszu domowym. Oks wydawał się być szczęśliwy z nami. Przywykł do nas, zaufał do tego stopnia, że bez specjalnych przygotowań odbywały się wyjazdy do weterynarza, pozwalał sobie opatrywać środkami medycznymi okolice odbytu. Był z nami około 2 lata. Odszedł niespodziewanie. Starość i choroba zwyciężyły. Do dziś pamiętam pierwszy szczek, kiedy ktoś wchodził na teren azylu. Oksik bronił swego terenu szczekaniem, bo postura nie potrafiła przestraszyć. Do ostatnich chwil był sobą, bardzo starał się sprawiać wrażenie psa obronnego. Było go bardziej słychać niż widać... nawet ból go nie wyciszał.

Waleczna dusza!

Oj tak. Druga szczególna dla mnie historia to historia małej kotki Mikuni znalezionej w lutym. Była wyziębionym, kilkumiesięcznym, kocim nieszczęściem. Wzięłam ją do domu, gdyż warunki azylowe równe były z wyrokiem śmierci dla niej. Walczyłam o nią dwa tygodnie, niemal codzienne wizyty u weterynarza, okłady z termoforu, karmienie, leki. Wzięłam nawet kilka dni urlopu pod koniec jej życia, by nie była sama. Wiedziałam, że słabnie. Mikuni się nie udało. Bardzo zżyłam się z Miką. Kiedy podejmowałam decyzję o eutanazji, bo to było jedyne wyjście na ukrócenie jej męczarni (kłopoty z oddychaniem), serce mi pękało. Pamiętam ją do dziś i będę pamiętać zawsze tę białą kuleczkę w szare łatki.

Macie bardzo dużo pracy. Proszę powiedzieć, kim są osoby, które u Was pracują?

To grupa około 20 wspaniałych wolontariuszy, bardzo zaangażowanych, na których możemy liczyć w każdej sytuacji. To osoby pracujące w przeróżnych branżach, mające rodziny, różne zainteresowania. Fundacja – tak mi się wydaje i w to wierzę – pomaga im w wypełnianiu życiowej misji. Wspierają nas także młodsi wolontariusze wraz z rodzicami.

A kim jest personel organizacji?

A więc, Iza – prezes fundacji. Na co dzień pracująca z psami. Jest behawiorystką oraz prowadzi salon groomerski. To osoba, która po prostu „czyta psy” – nie są w stanie przed nią zataić swych charakterków. Magda – oddana fundacji po całości, rzec można. Życiowo i sercowo związana z naszą organizacją. Wraz z Izą tworzą historię fundacji od jej zaczątków. Małgosia – również oddana fundacji życiowo i sercowo. Małgosia to także nasz nieustanny dom tymczasowy. Halinka – nasza dobra dusza podtrzymująca odpowiedni poziom optymizmu w sytuacjach kryzysowych. Moja osoba – trudno o sobie coś powiedzieć obiektywnego. Wspieram jak mogę, głównie w papierowych pracach. Z racji sąsiadowania z azylem jestem do dyspozycji z reguły o każdej porze – w dzień i w nocy.

Wasze zaangażowanie jest godne podziwu. Proszę powiedzieć, w jaki sposób każdy z nas mógłby wesprzeć Oleśnickie Bidy?

Największą naszą bolączką obecnie są braki karm weterynaryjnych suchych i mokrych, dla wymagających psów i kotów. Często ponosimy też duże kwoty z tytułu leczenia weterynaryjnego naszych podopiecznych – potrzebujemy więc wsparcia finansowego. Na ten moment potrzebujemy też środków czystości oraz środków do dezynfekcji. No i zawsze potrzebni są oczywiście wolontariusze. Zwłaszcza osoby dorosłe. W tym momencie najbardziej potrzebne są silne, męskie ręce, do pracy w azylu.

Jakie cechy powinien mieć według Pani dobry wolontariusz?

Dobry wolontariusz to osoba odpowiedzialna, systematyczna, świadoma zadań, jakie ją czekają w pracy z podopiecznymi fundacji i… bezcenna dla nas! Bez wolontariuszy nie będziemy w stanie realizować naszych zadań statutowych, czyli spełniać misji fundacji. Współpraca z wolontariuszem odbywa się na podstawie umowy. Preferujemy osoby pełnoletnie. Nieletni są zobowiązani do przyjeżdżania do nas z rodzicem.

Ostatnie pytanie. Na co przeznaczyliście lub planujecie przeznaczyć podarowane przez klientów zooplus datki?

Otrzymaną darowiznę przeznaczymy na dalsze inwestycje w nasz azyl. Obecnie jesteśmy na etapie podłączenia wody do azylu z sieci miejskiej. Marzymy o zakupie dwóch kontenerów biurowych – ocieplonych, przestronnych, z przeznaczeniem dla zwierząt chorych oraz po zabiegach operacyjnych, chirurgicznych itd. Innym naszym marzeniem jest stworzenie tzw. boksu eksperymentalnego, gdzie nasi podopieczni mieliby namiastkę warunków domowych.

Wow! To świetny i oryginalny pomysł! Chciałaby Pani dodać kilka słów podsumowania?

Jesteśmy młodą organizacją, tworzymy ją w zasadzie od fundamentów. Mamy wiele trudnych sytuacji za sobą. Wiemy, że podołaliśmy bez uszczerbku dla naszych podopiecznych. Naszym priorytetem są zwierzęta i wszystkie założenia statutowe, które służą dobru czworonogów. Rozwijamy się, docieramy do coraz większej ilości osób i instytucji, które nas wspierają. Tak liczna publika jest dla nas świadectwem zaufania – wiary w nas, w naszą pracę, nasze intencje. W naszej pracy zauważamy również człowieka. Człowieka, który towarzyszy psu czy kotu. Często spotykamy się z tragediami ludzkimi, które wpływają na trudny los zwierzęcia. Staramy się zrozumieć takie sytuacje i pomóc. Staramy się wyczerpać wszystkie możliwości, by przynieść pomoc obojgu i poprawić ich wspólny los.

*W listopadzie i grudniu 2019 roku zooplus zorganizował świąteczną akcję charytatywną na rzecz zwierząt. Kupując produkty marek Wolf of Wilderness, Purizon, Concept for Life, Wild Freedom i zoolove, klienci sklepu przekazywali część pieniędzy organizacjom prozwierzęcym. W Polsce w ramach akcji zebrano ponad 130 tysięcy złotych. Pieniądze trafiły do 16 fundacji w całym kraju – każda otrzymała pomoc w wysokości 8249,06 złotych. Więcej informacji: TUTAJ


Podopieczni Fundacji na rzecz bezdomnych i skrzywdzonych zwierząt Oleśnickie Bidy

(źródło: Fundacja Oleśnickie Bidy)

Przeczytaj także

 ONI SĄ NA PTAK! 9 kwietnia 2020

Mówią prosto i pięknie, nie tylko o ptakach. Jak stowarzyszenie Ptaki Polskie pomaga nam na nowo odkryć piękno dzikiej przyrody?

 IDŹ DO MRUCZARNI I PRZYTUL KOTA 17 kwietnia 2020

Pomagają nawet tym kotom, którym inni nie dawali szans. Robią wszystko, co w ich mocy, by odmienić ich los. Karmią, leczą i… przytulają. 

podopieczny fundacji przyjazna łapa POMOCNA DŁOŃ DLA PRZYJAZNEJ ŁAPY 24 kwietnia 2020

Psy, koty, lisy, ptaki, jeż i wiewiórka – każdy otrzyma od nich pomoc, także potrzebujący opiekunowie zwierząt.