Pojedź do Mruczarni i Przytul Kota!

Kot Bonzo, podopieczny fundacji Przytul Kota

Kot Bonzo (źródło: Przytul Kota)

17 kwietnia 2020

Pomagają nawet tym kotom, którym inni nie dawali szans. Robią wszystko, co w ich mocy, by odmienić ich los. Karmią, leczą i… przytulają. My też możemy im pomóc – każda para rąk się liczy!

Klienci zooplus w ramach kampanii świątecznej pomogli aż 16 fundacjom z całej Polski.* Obdarowane fundacje opowiadają nam o swoich potrzebach, trudach i sukcesach oraz o tym, jak darowizna od klientów wpłynęła na życie ich podopiecznych. Tym razem rozmawiamy z fundacją Przytul Kota z województwa łódzkiego. W rozmowie uczestniczy Joanna Czyżycka – członek zarządu i wolontariuszka fundacji.

Bardzo dziękuję, że zgodziła się Pani z nami porozmawiać. Zacznę od podstawowego pytania. Jak to się stało, że powstała fundacja?

Odpowiedź może jest banalna, ale za to bardzo prawdziwa: fundacja powstała z miłości do kotów i połączyła ludzi mających identyczną wizję pomocy zwierzętom. Inga, Agnieszka, Magda, Maciej i dwie Anie poznali się dzięki wolontariatowi w innych organizacjach. Od słowa do słowa, od rozmowy do rozmowy, zaczęli żyć marzeniem o otwarciu własnego przytuliska. I zrobili to!

No tak, powstała Mruczarnia, zgadza się?

Dokładnie! Mruczarnia – lokal fundacji – jest naszym sercem i oczkiem w głowie. Obecnie przebywa w niej kilkadziesiąt zwierząt, którym zapewniamy opiekę, leczenie i którym szukamy kochających domów.

Aż kilkadziesiąt! Kto się o nie troszczy?

W dni robocze poranną zmianę obsługują dwie osoby zatrudnione. Dorota dba o czystość lokalu, posłanek, drapaków i kuwet. Natalia zajmuje się z kolei kotami: karmi, podaje leki, wozi do lekarza oraz uzupełnia dokumenty dotyczące naszych podopiecznych. Popołudnia w Mruczarni należą za to do nas wszystkich: około 30 wolontariuszy fundacji, którzy po pracy zawodowej przybywamy, by od nowa sprzątać, karmić i przytulać... Są wśród nas osoby młode i osoby starsze. Osoby mające rodziny i osoby samotne. Większość z nas pracuje zawodowo – na bardzo różnych stanowiskach i w różnych firmach. Łączy nas miłość do zwierząt i chęć niesienia pomocy kotom. Dla jednych to hobby, dla innych – pasja, a dla jeszcze innych – sposób na życie. W weekendy obstawiamy zmianę poranną i popołudniową, a nad grafikiem i realizacją zadań czuwają koordynatorzy wolontariatu: Kasia, Dorota, Ola oraz Maciek.

Wszystko jest doskonale zorganizowane.

Zarząd i Rada dbają o szeroko pojęte funkcjonowanie organizacji – począwszy od spraw administracyjnych, przez kontakt ze światem zewnętrznym, doglądanie mediów społecznościowych, po równie szeroko pojęte działania na rzecz kotów: odbieranie telefonów w sprawie adopcji, obsługę zgłoszeń, organizację wizyt przedadopcyjnych, przeprowadzanie adopcji, utrzymywanie kontaktu z opiekunami, organizowanie leczenia fundacyjnym sierściuszkom, pozyskiwanie funduszy w ramach zbiórek. W wielu obszarach jesteśmy wspierani przez pozostałych wolontariuszy, którzy angażują się np. w media społecznościowe, promowanie zbiórek, prowadzenie prelekcji w szkołach.

Organizujecie w szkołach prelekcje?

Tak jest. Drużyna prelekcyjna dba o edukację i kształtowanie empatycznej postawy wobec zwierząt u najmłodszych.

Doskonały pomysł! Podejmujecie jeszcze jakieś inne inicjatywy?

Oprócz prelekcji i działań w Mruczarni wszyscy angażujemy się w pomoc kotom wolnożyjącym. Wspieramy karmicieli, dokarmiamy koty z naszych okolic, budujemy budki dla dzikusów, by zimą znalazły w nich schronienie, łapiemy koty na sterylizację lub na leczenie. Zawsze reagujemy, gdy widzimy zwierzę potrzebujące pomocy. Część z nas zawsze ma w bagażniku kocie jedzonko, klatkę łapkę lub transporter.

Brzmi jak wymagające wyzwanie. Co stanowi w Waszej pracy największą trudność?

Fakt, że doba ma tylko 24 godziny…

Rozumiem, że pracy jest mnóstwo mimo ponad 30 par rąk do pracy. Pani Joanno, proszę powiedzieć, jak każdy z nas mógłby wspomóc Waszą fundację?

Fundacji można pomóc oczywiście, adoptując naszego podopiecznego realnie lub wirtualnie. Nieocenione są również gościnne wizyty w Mruczarni, podczas których zabawiacie i tulicie nasze koty. Na dyżurze zazwyczaj jest dwóch lub trzech wolontariuszy, a kotów – kilkadziesiąt. Zwierzaki są bardzo spragnione uwagi człowieka i pieszczot, więc każda para głaszcząco-bawiących rąk jest bezcenna.

Myślę, że właśnie zachęciła Pani do pomocy wiele osób.

Byłoby wspaniale.

A czy poszerzacie również drużynę wolontariuszy?

Tak, oczywiście. Osoby, które są świadome, że wolontariat to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek mogą dołączyć do naszej drużyny – zapraszamy. Trzeba jednak wiedzieć, że opieka nad kotami w Mruczarni to praca fizyczna – niezwykle przyjemna i satysfakcjonująca, ale jednak związana z wysiłkiem. Zabawy i mizianki są zawsze, lecz dopiero na deser, po rzetelnie odpracowanym dyżurze – sprzątaniu kuwet, podawaniu leków. Osoby, które się wdrożą i będą miały ochotę lepiej poznać nasz fundacyjny świat z chęcią zaangażujemy też do innych odpowiedzialnych zadań: współtworzenia mediów, robienia zdjęć, prac administracyjnych – dla każdego coś się znajdzie. Zainteresowane osoby pełnoletnie prosimy o wypełnienie ankiety. Po otrzymaniu formularza, kontakt przejmuje któryś z naszych koordynatorów: Kasia, Ola, Maciek lub Dorota.

Wolontariat to podjęcie się odpowiedzialności za podopiecznych. Cieszę się, że Pani to podkreśliła. A czy pamięta Pani jakąś szczególną historię kotka, który do Was trafił?

Peri. Peri nie ma oczu, ma sparaliżowane tylne łapy i ogonek. Jako 5-miesięczna kruszynka została znaleziona na poboczu ruchliwej drogi. Podciągając się na przednich łapkach, próbowała uciec od huku przejeżdżających samochodów, zdezorientowana i przerażona. Została wypatrzona przez dobrego człowieka i trafiła pod naszą opiekę, do domu tymczasowego u Agnieszki, która poruszyła niebo i ziemię, by pomóc koteczce. Kicia pojechała nawet do Czech na konsultację neurochirurgiczną, jednak okazało się, że nie ma szansy na odzyskanie sprawności. Pomimo dramatycznej kondycji, wola życia Peri była i jest niesamowita. Koteczka, pod troskliwą opieką Agnieszki i dzięki zapewnionej rehabilitacji, odżyła – chociaż nie widzi i nie chodzi, śmiga jako „suwaczek”, poluje na szeleszczące zabawki lub brzęczące owady, a gdy chce się zrelaksować – wtula w człowieka. Peri nie znalazła dotychczas domu, ponieważ wymaga pomocy podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych. Dla większości ludzi, a nawet dla większości nas – wolontariuszy, jest to problem nie do przeskoczenia, dlatego tym bardziej podziwiamy determinację Agnieszki, jej troskę o komfort i szczęście tej tak bardzo pokrzywdzonej przez los istotki. Warto tutaj wspomnieć też o tym, że kilka miesięcy temu, do Peri dołączył drugi „suwaczek” – Timi. Kotek, który wypadł z okna, miał połamane łapki i kręgosłup, przez co dotychczasowi opiekunowie się go zrzekli. Dzięki wytrwałości Agnieszki i podjętej kilkumiesięcznej rehabilitacji, Timi wspiera się na przednich łapkach i sunie po podłodze, dotrzymując Peri towarzystwa, podczas wspólnych zabaw i zwykłych, kocich wygłupów.

Jak dobrze, że te historie się dobrze kończą! Pani Agnieszce należą się ogromną gratulacje.

Wiele osób mówiło, że Peri i Timiego trzeba uśpić, że ich życie będzie męczarnią. Wszystkim tym osobom możemy pokazać filmiki z Timim i Peri, by zobaczyli, w jak wielkim byli błędzie.

Myślę, że nasi czytelnicy również chcieliby je zobaczyć!

Załatwione. (wideo poniżej)

Super! Brzmi jakbyście byli naprawdę niezwykłą ekipą…

W ciągu 5 lat fundacja zmieniała się i dojrzewała razem ze wszystkimi osobami, które ją tworzą. Wielu z nas poznało tu osoby, które może nazwać swoimi przyjaciółmi. W naszych działaniach zawsze kierujemy się dobrem zwierząt. I chociaż staramy się mierzyć siły na zamiary, nie uciekamy od trudnych sytuacji i trudnych przypadków. Przykładami mogą być choćby Peri oraz Timi. Trafiają do nas koty, których przyjęcia odmówiły inne organizacje. Na przykład Czupurek – kocur z mocznicą i nowotworem woszczynowym z przerzutami do węzłów chłonnych. Kocurek mieszka u nas od listopada 2019, jest przekochanym stworzonkiem, któremu staramy się pomóc ze wszystkich sił. I to właśnie robimy: pomagamy, odmieniając koci los.

A my jesteśmy pod wrażeniem Waszej pomocy i siły. Pani Joanno, czy mogłaby Pani na koniec opowiedzieć naszym klientom, na co zostaną przekazane przez nich datki?

Datki otrzymane od zooplus zamierzamy przeznaczyć na utrzymanie fundacyjnych sierściuszków, które zjadają niepoliczalne ilości karmy, potrzebują wielu zabiegów medycznych i niezbędnych akcesoriów, które zużywają się z prędkością światła. Stale ulepszamy lokal fundacji, by zwierzakom żyło się w nim lepiej, a teraz otwieramy dla nich gabinet weterynaryjny.

To musi być duże przedsięwzięcie!

To prawda, jest spore. Mamy pod opieką koty stare, przewlekle chore lub niepełnosprawne, wymagające regularnych wizyt w lecznicy, okresowych pobytów w szpitalu, badań, codziennych leków, kroplówek. Koszty leczenia ich na zewnątrz stały się na tyle duże, że postanowiliśmy otworzyć nasz gabinet, w którym będą leczone fundacyjne chorowitki oraz wolno żyjące dzikusy, które po leczeniu wrócą na miejsce bytowania. Dla wielu lekarzy chory dzikus to duży problem – niejeden weterynarz woli uśpić nieobsługiwanego kota, niż próbować mu pomóc. My chcemy ratować te kocie duszki, by po wyleczeniu wracały do siebie. A te, które okiełznają wewnętrznego dzikusa, zostaną z nami i będziemy szukać im domów. Z czasem planujemy przyjmować na wizyty koty właścicielskie, by nasz gabinet zarabiał na potrzebujące pomocy bezdomniaki. W 2015 roku wielu ludzi mówiło, że otwieranie Mruczarni to szaleństwo. Dzisiaj niektórzy tak mówią o naszym lecznicowym przedsięwzięciu. A my bardzo mocno wierzymy, że jesteśmy na właściwej drodze.

My również wierzymy i mocno trzymamy kciuki!

*W listopadzie i grudniu 2019 roku zooplus zorganizował świąteczną akcję charytatywną na rzecz zwierząt. Kupując produkty marek Wolf of Wilderness, Purizon, Concept for Life, Wild Freedom i zoolove, klienci sklepu przekazywali część pieniędzy organizacjom prozwierzęcym. W Polsce w ramach akcji zebrano ponad 130 tysięcy złotych. Pieniądze trafiły do 16 fundacji w całym kraju – każda otrzymała pomoc w wysokości 8249,06 złotych. Więcej informacji: TUTAJ

wideo: Timi i Peri (źródło: Przytul Kota)

Kotka Misia, którą opiekuje się fundacja Przytul Kota Kot Bazyl z fundacji Przytul Kota leży na ręczniku Kot Bilbo przytula się do opiekuna z fundacji Przytul Kota
Kotek z fundacji Przytul Kota, Igi Kociak Kuba na ramieniu opiekunki z fundacji Przytul Kota Kocur Diego z fundacji Przytul Kota spogląda w obiektyw
Zapatrzony kot PluPlu z fundacji Przytul Kota  Niewidoma kotka Gibonka z fundacji Przytul Kota wącha podłogę

na zdjęciach od lewego górnego rogu: Misia, Bazyl, Bilbo, Igi, Kuba, Diego, PluPlu, Alma, Gibonka (źródło: Przytul Kota)

Przeczytaj także

 ONI SĄ NA PTAK! 9 kwietnia 2020

Mówią prosto i pięknie, nie tylko o ptakach. Jak stowarzyszenie Ptaki Polskie pomaga nam na nowo odkryć piękno dzikiej przyrody?

 JA PACZE SERCEM, A TY? 31 marca 2020

Jak wygląda praca w jedynej organizacji w Europie, która skupia się na pomaganiu kotom niewidomym i niedowidzącym?

koty z fundacji JOKOT w wiklinowej budce WIOSNA Z JOKOTEM 1 marca 2020

JOKOT dołącza do programu charytatywnego zoolove. Od marca do kwietnia, kupując w zooplus, można pomagać tej fundacji.